Brak lekarzy to brak zaspokojenia podstawowych potrzeb lokalnej społeczności. Jak sprostać temu wyzwaniu?

Panel „Brak lekarzy to brak zaspokojenia podstawowych potrzeb lokalnej społeczności. Jak sprostać temu wyzwaniu?”, którego współorganizatorem była Fundacja Zdrowie i Rozwój odbył się w ramach Forum Samorządowego i dotyczył jednego z najpoważniejszych wyzwań polskiej ochrony zdrowia – braku kadr medycznych.
W dyskusji udział wzięli: Marek Materek, Prezydent Starachowic, Przemysław Gliklich, Prezes Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach, Marek Pławiak, Przewodniczący Rady Powiatu Nowosądeckiego oraz Marek Moszczak, Prezes Beskidzkiego Centrum Zdrowia Psychicznego. Dyskusję poprowadził Wojciech Andrusiewicz, Dyrektor Komunikacji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Moderator podkreślił, że problem ten, obok finansowania, jest jednym z dwóch kluczowych obszarów kryzysowych w systemie ochrony zdrowia. W Polsce, w zależności od źródła danych, pracuje od 120 do 140 tys. lekarzy, z czego aż 25% to osoby w wieku 65+. W perspektywie dekady liczba lekarzy wzrośnie o 30–40 tys., jednak mimo tego prognozowane są niedobory na poziomie 15–20%, szczególnie w takich specjalizacjach jak choroby wewnętrzne, chirurgia ogólna czy pulmonologia.
Prowadzący zwrócił także uwagę na wyniki ankiety przeprowadzonej wśród uczestników forum – 100% odpowiedzi wskazało na problemy kadrowe w szpitalach, a 40% uznało je za czynnik utrudniający bieżącą obsługę pacjentów. W niektórych przypadkach braki grożą nawet zawieszeniem działalności oddziałów.
Prezydent Marek Materek rozpoczął od pytania retorycznego: „Czy na sali jest lekarz?”. Wskazał, że w jego regionie problem dotyczy zarówno szpitala, jak i ratownictwa medycznego. Decyzją wojewódzkiego centrum ratownictwa w karetkach nie jeżdżą już lekarze – podobnie jak w sąsiednich powiatach. W szpitalu braki są szczególnie widoczne na oddziałach wewnętrznych, choć udało się je częściowo załatać dzięki zatrudnieniu kilkunastu lekarzy z Białorusi. „To była dla nas ogromna pomoc – większość z nich świetnie się sprawdza, część zdobywa polskie uprawnienia” – podkreślił Materek. Prezydent przytoczył też przykład likwidacji reumatologii z powodu odejścia dwóch lekarzy. „Jeździłem po całym województwie, szukałem specjalisty. W końcu znalazłem – przyjmował prywatnie, zgodził się pracować w poradni i do dziś jest z nami” – mówił. Problem dotyczy niemal wszystkich oddziałów, a dodatkowym wyzwaniem jest utrzymanie oddziału zakaźnego, gdzie kadra jest w wieku emerytalnym.
Prezes Marek Moszczak zwrócił uwagę, że psychiatria od lat pozostaje „na uboczu” systemu, mimo rosnących potrzeb. „Byliśmy blisko zamknięcia oddziału dziennego i całodobowego z powodu braku lekarzy” – przyznał. Sytuację poprawił udział w pilotażu centrów zdrowia psychicznego, który zwiększył liczbę miejsc rezydenckich. „Napływ kadry jest, ale nie zaspokaja potrzeb – obsługujemy powiat żywiecki z ponad 120 tys. mieszkańców” – dodał. Problemem jest także odpływ lekarzy do sektora prywatnego po zakończeniu rezydentury.
Marek Pławiak przedstawił dramatyczne dane dotyczące czasu oczekiwania na świadczenia: „Ortopeda – 61 dni, rezonans – 77 dni, tomografia – 110 dni, oddział dzienny psychiatryczny – 113 dni”. Wskazał, że mimo rozwoju kardiologii w regionie dzięki współpracy z krakowskimi profesorami, brakuje internistów, chirurgów i radiologów. „Lekarze są przemęczeni, pracują na wielu etatach, co odbija się na jakości” – mówił. Podkreślił też problem z kształceniem – Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu nie uzyskała akredytacji na kierunek lekarski, mimo gotowej infrastruktury.
Przemysław Gliklich przedstawił dane z województwa śląskiego: „Mamy ponad 22 tys. zarejestrowanych lekarzy, co daje wskaźnik w przeliczeniu na pacjenta wyższy niż średnia unijna. A mimo to brakuje internistów, chirurgów, neurologów”. W jego szpitalu zatrudnionych jest 400 lekarzy, ale na internie trzeba było zmniejszyć liczbę łóżek. „Największym problemem jest migracja – wystarczy kilka złotych więcej i lekarz odchodzi do innego szpitala, często z całym zespołem” – podkreślił. Jako przykład podał sytuację, gdy konkurencyjny szpital zaoferował chirurgom 280 zł za godzinę, co spowodowało odpływ kadry.
W drugiej części panelu uczestnicy starali się wskazać możliwe działania naprawcze, które można wdrożyć w krótkiej perspektywie. Choć wszyscy zgodzili się, że bez reformy systemowej problemu nie da się całkowicie rozwiązać, pojawiło się kilka konkretnych pomysłów.
Prezydent Marek Materek podkreślił, że w mniejszych miastach barierą jest nie tylko wynagrodzenie, ale także brak zaplecza socjalnego. „Rozmawiałem z wójtami – oni mają mieszkania służbowe przy ośrodkach zdrowia. My takich nie mamy, ale kupiliśmy działkę obok szpitala i budujemy osiedle z lokalami dla lekarzy. To będzie program ‘Mieszkanie dla medyka’” – mówił. Wcześniej miasto pomagało w wynajmie mieszkań na wolnym rynku, ale to rozwiązanie tymczasowe. „Lekarze chcą stabilizacji – część już kupiła domy i została u nas na stałe” – dodał. „Mieszkanie nie wystarczy – lekarze chcą pracować na wysokiej klasy sprzęcie” – podkreślił przewodniczący Pławiak. Powiat nowosądecki planuje zakup tomografu i rezonansu, by przyciągnąć specjalistów. „To jest dla nich równie ważne jak pensja – młodzi chcą nowoczesnej medycyny” – dodał dyrektor Gliklich.
Paneliści zgodzili się także, że bez napływu kadry z krajów kulturowo bliskich Polsce (Ukraina, Białoruś, Kazachstan) deficytu nie uda się zniwelować. Prezydent Materek podał przykład rodziny repatriantów: „Pan spawacz, pani lekarka – dziś pracuje w poradni, pacjenci ją chwalą. Inny lekarz z Białorusi tak starał się mówić wyraźnie, że moja babcia nawet nie zauważyła, że jest obcokrajowcem”. Jednak wszyscy podkreślali warunki: egzamin z języka polskiego, nostryfikacja dyplomu, certyfikacja kompetencji. „Nie ilość, tylko jakość – musimy weryfikować umiejętności tak samo jak u naszych absolwentów” – zaznaczył Marek Pławiak. Przemysław Gliklich dodał: „Mam panią pediatrę, która nostryfikowała dyplom i jest na rezydenturze. Ale mam też chirurga, który nie chce nostryfikować – pracuje pod nadzorem, co jest problemem, bo lekarze niechętnie biorą pełną odpowiedzialność”.
Paneliści zwracali także uwagę na wprowadzenie możliwości odbywania rezydentury w szpitalach powiatowych. „Dlaczego młodzi lekarze mają się uczyć tylko w klinikach, gdzie trudno dopchać się do stołu operacyjnego? W powiatowym szpitalu zobaczą wszystko – od nagłych przypadków po codzienną diagnostykę” – argumentował dyrektor Gliklich.
Paneliści zgodzili się, że potrzebne są jasne zasady wynagradzania i ograniczenie wieloetatowości, choć bez sztywnych limitów kwotowych. „Bez pieniędzy nie będzie specjalistów” – stwierdził Pławiak. Przytoczył przykład szpitala w Krynicy, który w trzy lata zadłużył się na ponad 3 mln zł, bo NFZ zwracał tylko 70% kosztów ustawowych podwyżek. Gliklich zwrócił uwagę na chaos płacowy: „Uwolnienie limitów w AOS spowodowało, że lekarze zarabiają tam więcej niż na dyżurze w szpitalu. Efekt? Migracja i podkupowanie kadry – wystarczy 10 zł więcej za godzinę”.
Na koniec panelu prezes Marek Moszczak zaproponował rozwiązanie, które wywołało poruszenie: „Pracujemy albo w publicznej, albo w prywatnej ochronie zdrowia”. Jego zdaniem wieloetatowość pogłębia kryzys kadrowy i obniża jakość opieki. „To trudne, ale bez tego nie zatrzymamy odpływu lekarzy z systemu publicznego” – argumentował.
Choć pojawiły się różnice zdań, wszyscy paneliści zgodzili się, że proste działania – mieszkania, nostryfikacja, rezydentury, inwestycje w sprzęt – można wdrożyć szybciej niż reformę systemową. „Jeśli nie zaczniemy działać, czeka nas piękna katastrofa – i nie mówimy tu o systemie, tylko o pacjentach” – podsumował Gliklich.